-— Otóż właśnie na tym „Batorym” w roku 1939 wyje¬chał do Stanów Zjednoczonych. Wtedy w Nowym Jorku otwarto szeroko reklamowaną powszechną wystawę świato¬wą i dużo ludzi jeździło ją obejrzeć. Bolesław Cybis pojechał, ale już nie wrócił. Pożoga wojny rozgorzała na naszych ziemiach i odcięła mu drogę powrotu. Został w Ameryce i postanowił tam się jakoś urządzić. No i urządził się wspaniale.
— Nie znam dokładnie początków jego kariery. Nie wiem, jaki przypadek czy też szczęśliwy zbieg okoliczności sprawił, że malarz nie notowany na giełdach światowych, na obcym zupełnie gruncie, pozbawiony pomocy i życzliwości bliskich ludzi — potrafił przełamać te trudności i odkryć źródło złotodajne. Podobno przystąpił jako wspólnik do fabryki ceramiki artystycznej. Jego udział nie był gotówko¬wy, lecz polegał na wniesieniu nowych pomysłów, cieka¬wych projektów i pomocy fachowej przy wykonaniu. Poszło dobrze. Modne rzeźby i inne wyroby, projektowane przez Cybisa, znalazły bogatych odbiorców i zaczęły cieszyć się wielkim powodzeniem.