Aż nagle…

Aż nagle…
Irena Kunicka nigdy nie rzeźbiła, jeśli brała do ręki ołówek lub pędzel — to bez przekonania i powodzenia. Ot tak — wszyscy w rodzinie po trochu tym się bawili, to i ona. Nie odbyła zresztą w tym kierunku żadnych studiów.
Razu pewnego, jak twierdzi powszechnie fama, zwróciła uwagę na ptaszka, który codziennie o tej samej porze przylatywał pod jej okno, siadał stale na tym samym | kamieniu, ostrzył dziobek i zawzięcie kuł. Któregoś dnia
wzięła do ręki ten kamień i poczuła, jak to już sama opowiada, nieodparty mus, by w tym kamieniu zacząć I rzeźbić.
Od tego dnia zaczęła się ta dziwna przygoda. Jakby nawiedzona duchem Apollina rzuca wszystko, co nie jest jej sztuką. Nabywa potrzebne sprzęty, niezbędne akcesoria, sprowadza bryły kamienia. Dom jej zamienia się w pracow¬nię rzeźbiarską. Sama w kitlu roboczym, zaabsorbowana- zapracowana, lecz już inaczej niż poprzednio. W „Aniele rozlegają się dniem i nocą nie stukania dzięcioła i kowal»’ ków, jak dotąd, lecz młotka i dłuta rzeźbiarskiego. Powstają
vv niebywale szybkim tempie coraz to nowe rzeźby różno¬rodnych rozmiarów. Jakby zadośćuczynienie za te lata przeszłe, jałowe, bez sztuki. Wieść o „cudzie” rośnie, do
Anioła” podążają ciekawi wierzący i niewierzący.

Żeromski

A i sam Żeromski pozostawił tu swój ślad, gdyż lokator¬ką tego domu przez dłuższy czas była Oktawia Rodkiewi- czowa, jeszcze przed okresem nałęczowskim i bliższej znajomości z wielkim pisarzem. Przyszła żona autora „Popiołów” nie pozostawiła po sobie dobrego wrażenia. Plotki, które krążą w tym domu z racji jej pobytu, przedstawiają nam postać daleką od sielankowego ideału, jaki pokutuje ostatnio w kilku książkach na ten temat. Była podobno bardzo nerwowa, nierówna, o zacięciu histery¬cznym. Hodowała u siebie w pokoju przeróżne gady — kijanki i trytony, ku obrzydzeniu i utrapieniu gospodarzy. Może właśnie te jej inklinacje do brzydkich i nieapetycznych stworzeń zrobiły jej nieprzychylną opinię wśród otoczenia. Zresztą, jak tam było naprawdę, trudno ustalić. To było tak dawno, a pozostały tylko ustne tradycje.

Dom mieszkalny

Sam dom mieszkalny nie jest zbyt okazały. Na pół drewniany, na pół murowany, przy tym ta część drewniana jest grubo starsza. Nie odznacza się ani urodą, ani wygodą. Ale taki, jaki jest, właśnie tu pasuje. Dom ten jest bez przerwy i zewsząd napastowany przez siły przyrody. Zimą i jesienią pory wiste wiatry wstrząsają jego ścianami, a już od wczesnej wiosny morze zbałwanionej zieleni atakuje go | gwałtownie i zdobywczo. Dziki chmiel, wino i powoje pną I się na ściany, trawy i chwasty wdzierają się między progi i odrzwia. Wierzchołki krzaków i konary drzew zaglądają do okien i grożą wtargnięciem do wewnątrz. A ludzie bronią się dyskretnie i poddają stopniowo despotycznej przemocy przyrody.
„Anioł” jest własnością rodziny Kunickich. Liczni człon-; kowie rodu, przeważnie intelektualiści z dużym zrozumie-1 niem dla sztuki, rpzproszeni są po świecie. Latem ściąga tefl ; i ów w rodzinne pielesze, by zaopiekować się samotny!® domem, obronić go przed atakami przyrody, wycisnąć nieco grosza od letników — lokatorów, zebrać owoce, no 1 wypocząć w cieniu dębów.